Grupa Krynicka GOPR powstała w 1952 roku. Działalność ratowniczą prowadzi na obszarach następujących pasm górskich: 1) Beskid Sądecki: pasmo Radziejowej, pasmo Jaworzyny Krynickiej, góry grybowskie, pasmo leluchowskie (gniazdo Zimnego-Dubnego); 2) Beskid Niski - część zachodnia: pasmo Hańczowskie, pasmo Magurskie (Magura Małastowska, Magura Wątkowska), pasmo graniczne. W Grupie skupionych jest prawie 200 ratowników, kilkunastu ratowników zawodowych oraz około pół setki kandydatów na ratowników. Stacja Centralna mieści się w Krynicy, a w Gorlicach, Nowym Sączu, Krynicy, Starym Sączu i Piwnicznej działają sekcje operacyjne. Całoroczne stacje ratunkowe znajdują się na Jaworzynie Krynickiej, Magurze Małastowskiej i Przehybie.
W Stacji Centralnej w Krynicy pojawiliśmy się we wczesnych godzinach rannych i - ku naszemu zaskoczeniu - panował tam już ogromny ruch. Budynek siedziby Grupy jest remontowany, ale w najmniejszym stopniu nie koliduje to z codzienną pracą ratowników. Marek Wiater pełniący funkcję Naczelnika Grupy Krynickiej GOPR pomimo nawału zajęć znalazł dla nas czas, dzięki czemu odbyliśmy długą i bardzo ciekawą rozmowę.
Rozpoczęliśmy od wspomnień, cofając się do lat 70., kiedy to Marek Wiater zaczynał swoją służbę w GOPR. Tak długi staż ratowniczy pozwolił nam na skonfrontowanie sytuacji w Krynickiej Grupie GOPR na przestrzeni prawie 35 lat. Początkową działalność ratowniczą można określić jako ogromne wyzwanie, gdyż braki sprzętowe i bardzo skromne możliwości transportowe stawiały przed ratownikami skrajnie trudne zadania. Przykładem mogą być Przehyba i Jaworzyna Krynicka, do których praktycznie nie było dojazdu, a duży ruch turystyczny prowokował sporo działań ratowniczych. W tamtych latach dysponowano terenowym rumuńskim Muscelem, UAZ'ami „blaszakami" i tzw. „komandorką". Ze względów na problemy z dotarciem w góry, w prawie wszystkich schroniskach w sezonie letnim i zimowym ratownicy pełnili dyżury, a środkami łączności były prymitywne i niewygodne w użytkowaniu „Klimki" i „Wawy". Stacja Centralna mieściła się w starym i ciasnym budynku w centrum Krynicy. Ponieważ prawie każdy wypadek wymuszał na ratownikach dostarczenie „pacjenta" na dół, praca ta wymagała dużego poświęcenia i wysiłku. Do GOPR'u wstępowali ludzie z prawdziwą pasją, którzy wiedzieli, że poza osobistą satysfakcją i odpowiedzialnością niczego w zamian nie dostaną.

Wspominając dawne czasy nie sposób było pominąć konkretnych osób związanych z krynickim GOPR. Z wielkim smutkiem przyjąłem wiadomość o odejściu na wieczny dyżur śp. Staszka Kotlarza, z którym zaprzyjaźniłem się, gdy wielokrotnie odwiedzałem z nartami stoki Jaworzyny Krynickiej. Z nostalgią cofnęliśmy się do czasów dyżurki GOPR w Bacówce nad Wierchomlą, gdzie w tzw. „Moskałówce" toczyło się bardzo bogate turystyczne życie.
Obecnie sytuacja Grupy Krynickiej jest diametralnie inna. W zasadzie nie ma problemów sprzętowych, bo na wyposażeniu są auta terenowe, quady, skutery śnieżne i najnowocześniejsze środki łączności. Ratownicy otrzymują wysokiej klasy sprzęt oraz odzież i nie muszą jak dawniej samodzielnie się doposażać. Praktycznie wszędzie w góry da się szybko dojechać, a dzięki temu nie ma konieczności pełnienia stałych dyżurów w wielu schroniskach. W XXI wieku dyżurny ratownik w górach udziela wyłącznie pierwszej pomocy i w razie potrzeby wzywa na pomoc odpowiednią ekipę, którą kieruje dyżurny ratownik z centralnej stacji. W razie potrzeby można też skorzystać z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i wezwać na pomoc śmigłowiec. W Grupie są wyszkolone trzy psy poszukiwawcze, które są własnością ratowników. Służbę pełnią dwa owczarki niemieckie „Max" i „Kama" oraz labrador „Frodo". Nie ma także kłopotów kadrowych, gdyż do GOPR'u chce wstąpić wiele osób.
Marek Wiater jak przystało na osobę z wielkim ratowniczym doświadczeniem, osobiście przeprowadza rozmowę wstępną z każdym kandydatem, dokonując solidnej selekcji. Z przykrością zauważa, że coraz częściej wielu kandydatów nie ma zbyt czystych intencji, a służbę w GOPR postrzega przez pryzmat noszenia „czerwonego polaru".
GOPR to odpowiedzialni ludzie i nie ma tu miejsca na szpan, popisywanie się lub pozerstwo. Każdy już wcześniej, zanim zechce zostać kandydatem, musi umieć bardzo dobrze jeździć na nartach i znać topografię trenu działalności Grupy. Nie mogę dopuścić do sytuacji, kiedy ktoś ubrany jak ratownik nie potrafi jeździć na nartach lub nie zna gór, bo taka sytuacja by nas ośmieszała w oczach turystów. My kandydatów musimy wyszkolić i wielu rzeczy nauczyć, lecz nie mamy czasu na naukę czegoś, co ratownik powinien mieć już w krwi - twierdzi Naczelnik, i oczywiście ma stuprocentową rację.
Wielu kandydatów się wykrusza i rezygnuje już po pierwszych szkoleniach. Pozostają jedynie ci, którzy ciężką pracę i służbę przedkładają nad szpan i z pełnym zaangażowaniem wdrażają się w ratownicze życie.
Najwięcej pracy jest zimą, bo teren działania grupy obejmuje wiele popularnych stoków narciarskich. Jednak GOPR działa aktywnie przez cały rok i nawet gdy nie ratuje, to poprzez prowadzenie akcji edukacyjnych, wpaja zasady bezpiecznego uprawiania turystyki górskiej. W centralnej stacji jest sala konferencyjna, na której odbywają się spotkania ratowników z turystami, dzięki którym liczba wypadków i bezmyślnych zachowań w górach być może się zmniejszy. Organizowane są także pokazy ratownictwa górskiego. Co prawda nie ma na terenie działalności grupy miejsc, gdzie odbywają się ekspedycje wspinaczkowe, lecz ze względu na ewentualną konieczność udzielenia pomocy osobom uwięzionym na kolejkach górskich napowietrznych, ratownicy są szkoleni również w technikach ratownictwa wysokościowego - wspinaczkowego.
Na pytanie o akcję ratunkową, która najbardziej utkwiła w pamięci, Naczelnik odpowiada tak: Była taka akcja, kiedy to dwójka młodych turystów zaginęła w górach. Szukaliśmy ich w trudnych warunkach w śniegu przy dużym mrozie. Znaleźliśmy ich około 200 metrów od schroniska na Hali Łabowskiej, jeden już nie żył, a drugi siedział koło zwłok kolegi. Gdyby przeszli jeszcze kilka metrów zobaczyliby budynek schroniska i tragedii być może dałoby się uniknąć. Pamiętam, że byli całkiem nieźle wyposażeni i nie wiem dlaczego doszło do tego dramatu. Może opadli z sił, może zabrakło odpowiedniej motywacji, a może się poddali. Zapamiętałem to tak dobrze, gdyż to wielka trauma znosić na dół zwłoki chłopaka, który był w wieku mojego syna.
Jak wielkimi pasjonatami są górscy ratownicy, może świadczyć fakt, iż bez gór nie potrafią już żyć. Władysław Stojda - ratownik pełniący dyżur w centralnej stacji - z niecierpliwością czeka na najbliższe kilka wolnych dni, bo już zaplanował sobie, że spokojnie pochodzi po górach. W Centralnej Stacji Krynickiej Grupy GOPR jest kilka pokoi gościnnych i jeden z nich zajmuje ratownik z Beskidzkiej Grupy GOPR, bo właśnie w górach postanowił spędzić urlop z rodziną.
Zapytałem Naczelnika o najbliższe plany i jakie przesłanie chciałby skierować do turystów odwiedzających Beskidy. Odpowiedział, że chciałby zakończyć pierwszy etap remontu centralnej stacji, tak by na 60 lecie powstania grupy (w 2012 roku) nie trzeba było krążyć między workami z cementem. Planów zbyt dużych to ja już nie mam, gdyż w najbliższych latach odejdę na emeryturę, którą i tak odłożyłem w czasie perę lat temu - informuje Naczelnik.
Do turystów apeluję jedynie o zdrowy rozsądek, gdyż to właśnie brak tej cechy jest przyczyną zdecydowanej większości wypadków w górach.
Nasza wizyta w Centralnej Stacji Grupy Krynickiej GOPR dała także wymierny efekt, a jest nim wspólne zobowiązanie do współpracy przy organizowaniu imprez turystycznych na trenie działalności grupy w ramach Ogólnopolskiej Akcji „Poznaj Beskidy" i „Góry Bez Barier".
Serdecznie dziękujemy Panu Naczelnikowi za rozmowę i gościnę. Życzymy zrealizowania planów oraz samych spokojnych dyżurów.
Wszystkich zainteresowanych turystyką na terenie działalności Grupy Krynickiej GOPR zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej Grupy: www.gopr-krynica.pl.
KONTAKT Z GRUPĄ KRYNICKĄ GOPR:
ul. Halna 18, 33-380 Krynica-Zdrój
tel. alarmowy GOPR: 601 100 300, 985
ratownik dyżurny: (18) 477 74 44













































